Rozmawiamy z Antkiem Smykiewiczem przy okazji premiery jego debiutanckiego
albumu „Nasz Film”. Antek jest wokalistą, kompozytorem oraz autorem tekstów,
a popularność zdobył między innymi dzięki udziałowi w pierwszej edycji
programu The Voice of Poland, zajmując w nim drugie miejsce.
Opowiedział nam o tym, jak wygląda praca muzyka od kulis,
o nowym albumie i miłości do muzyki.  

Rozmawiała: Aleksandra Kozłowska

13250534_10206564093611663_1819487981_nAleksandra Kozłowska: Spotykamy się z okazji premiery Twojego albumu. Jak wyglądały prace
nad płytą „Nasz Film”?
Antek Smykiewicz: Były to dosyć żmudne prace,
bo trwały właściwie prawie 5 lat – od mojego udziału
w The Voice of Poland. Przez ostatnie 3 lata były mocno zaawansowane. Zaczęło się od singla „Pomimo Burz”, potem podpisałem kontrakt z Universal Music Polska oraz Magic Records. Od tamtej pory powstał album
„Nasz Film”, nad którym pracowałem m.in.
z Markiem Kościkiewiczem i Przemkiem Pukiem.

A.K.: Jak opisałbyś swój album w kilku słowach?
A.S.: To nie jest spójna historia dwójki ludzi, ale kilka różnych wątków miłosnych:
miłość udana – nieudana, miłość szczęśliwa – nieszczęśliwa, nawet miłość obsesyjna w jednym utworze. Ten album był tworzony w taki sposób, aby każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Jedynym wspólnym elementem wszystkich utworów jest miłość. To nie jest historia tylko dwóch osób, ale różnych związków.
Jak sama widzisz, utwory różnią się nawet gatunkowo, ale to był celowy zabieg. Jak opisać mój album? Po prostu miłość – Nasz Film.

A.K.: „Limit szans” jest kontynuacją historii dwójki zakochanych ludzi,
którą zawarłeś w swoim debiutanckim singlu „Pomimo burz”.
Czy kryje się za tym jakaś prawdziwa historia? 
A.S.: Chciałem, żeby historia z pierwszego teledysku została pociągnięta dalej,
bo tam bohaterowie się rozstali, a tutaj chciałem, żeby się zeszli.
Trzecia część będzie małą niespodzianką – trzeci singiel zamknie tę trylogię.
Będziemy wypuszczać inne single, ale już bez tych postaci. Mam nadzieję,
że dalej będą się podobały. Myślę, że to ciekawe. Fani pisali, że jest to 
niespotykane, żeby ktoś wracał do tej samej modelki w drugim teledysku
czy dalej ciągnął historię, zamiast zacząć od czegoś nowego.

A.K.: Wszystkie utwory są po polsku – czy planujesz tworzyć w innym języku?
A.S.: Płyta jest po polsku, bo chciałbym wydawać w tym języku. Możemy zrobić
za jakiś czas wersję angielską albumu, ale chciałem, żeby pierwsze wersje
naszych wszystkich albumów powstawały po polsku. Bardzo lubię śpiewać
w ojczystym języku i najbardziej go czuję. Cały świat tworzy po angielsku,
a ja chcę promować to, co polskie.

A.K.: Czym jest dla Ciebie muzyka?
A.S.: Muzyka to dla mnie miłość. Jeżeli robisz coś przez 10 lat i przez 8 lat
nie przynosi to efektów, to gdybyś tego nie kochała, to byś tego nie robiła.
Ja mimo tego wszystkiego, co mówili ludzie, pomimo tych wszystkich burz,
pracowałem dalej nad swoim materiałem i zaczynałem pracę z coraz
to nowymi osobami. Chciałem, żeby ten materiał gdzieś zaistniał.
Jakimś cudem się przebiłem. Właściwie i cudem, i ciężką pracą. 
W tym momencie jestem tutaj. Kocha się kogoś za to, że jest, a nie za to,
jaki jest. Tak samo jest z muzyką: nie kochałem jej za to, co mi przynosi,
tylko za to, że jest. Przez ostatnie 2 lata naprawdę bardzo ciężko pracowałem
i kosztowało mnie dużo odwagi, żeby coś się udało. Nikt nic nie dał.
To, że podpisałem kontrakt, wydałem singiel i nagrałem pierwszy teledysk
– to wszystko było zależne od mojej pracy. To co chciałbym przekazać ludziom,
którzy zajmują się muzyką to: rób po swojemu i ciężko pracuj, bo wszystko
zależy tylko i wyłącznie od ciebie. Gdy ludzie zobaczą, że to kochasz i działasz,
żeby to zostało wydane to ci pomogą. Potem zbierasz to, co posiałeś i masz
plony. Dzisiejszy koncert jest zwieńczeniem tej ciężkiej 10-letniej pracy.

Tutaj zapraszamy do obejrzenia galerii z koncertu.